off
W środku Warszawy wył konający pies!

W środku Warszawy wył konający pies!

Posted by

W czwartek 23.01.2020 rano, kobieta spacerująca z psem w parku
Sowińskiego, usłyszała przeraźliwy skowyt psa dochodzący z zakładu
kamieniarskiego przy pobliskim cmentarzu przy ul. Wolskiej.
Zaniepokojona, udała się w miejsce, z którego dochodził odgłos, ale
od pracowników zakładu dowiedziała się tylko, że na terenie jest
konający pies, który leży już kolejny dzień. Szukając pomocy dla
psa, skontaktowała się z Fundacją Viva!, której przedstawicielki
udały się na miejsce i zastały tragiczny widok. Pies w typie owczarka
niemieckiego, skrajnie wychudzony leżał w kałuży własnego moczu i
odchodów, wyjąc i próbując się podnieść.

Właściciel psa tłumaczył, że stan zwierzęcia pogorszył się
nagle, tego samego dnia. Kiedy przedstawicielki Fundacji odebrały psa
właścicielowi i przewiozły do lecznicy weterynaryjnej, lekarze nie
mieli wątpliwości, że pies jest skrajnie wyniszczony i jest to proces
długotrwały, bo doszło już do zaników mięśniowych, zapadły się
gałki oczne, a obie lewe kończyny, na boku na którym leżał
pozbawione były czucia. Pies był w hipotermii, na granicy śmierci. Od
razu podano mu kroplówki i umieszczono na matach grzewczych.

Kiedy weszłyśmy do kojca, fetor był taki, że trudno było opanować
mdłości, a amoniak z zalegającego wszędzie moczu gryzł drogi
oddechowe. Właściciel właściwie nie potrafił wytłumaczyć się z
tego stanu psa, poza tym, że twierdził, że pies leżał od kilku
godzin, co było oczywistą nieprawdą. _Relacjonuje Katarzyna Filipczuk
– inspektor Fundacji Viva!_ Kiedy w lecznicy dostał kroplówki i
trochę się ogrzał, zaczął pić tak łapczywie, że nie widziałam
nigdy żeby pies tak rzucał się na wodę. Obawiam się, że był tak
skrajnie odwodniony z winy właściciela, który najprawdopodobniej
zwyczajnie nie dawał mu wody i jedzenia, czym doprowadził do tego, że
pies mógł nie przeżyć do wieczora – _dodaje Filipczuk_._

Rokowania są cały czas bardzo ostrożne, ale w wykonanych dotąd
badaniach nie znaleziono jak na razie żadnej pierwotnej choroby, która
mogłaby spowodować taki stan psa, dlatego najprawdopodobniej jest to
objaw skrajnego zaniedbania.

Często właściciele skrajnie zaniedbanych zwierząt próbują
usprawiedliwiać wyniszczenie i wychudzenie zaawansowanym wiekiem tych
zwierząt, co w większości przypadków nie byłoby możliwe do aż
takiego stopnia gdyby miały normalną opiekę i godne warunki. W tym
przypadku na szczególne potępienie zasługuje fakt, że właściciel
pozwolił żeby pies leżał w kałuży własnych odchodów tak długo
aż wychłodził się prawie na śmierć, nie wspominając już o tym,
że równocześnie doprowadził do jego skrajnego odwodnienia. Sprawa
trafi do organów ścigania jako przypadek znęcania nad zwierzęciem, a
właścicielowi grozi za to kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności. –
mówi Paweł Artyfikiewicz, koordynator grupy interwencyjnej Fundacji
Viva!

Gdyby proponowane przez posła Sachajkę z KUKIZ15 zmiany w ustawie o
ochronie zwierząt, uzależniające ratowanie zwierzęcia w
bezpośrednim zagrożeniu życia od opinii powiatowego lekarza
weterynarii, weszły w życie, to tego konkretnego psa z pewnością nie
udałoby się uratować. Pies, który już był skrajnie wychłodzony
musiałby czekać w takim stanie jeszcze dłużej, nie wiadomo
dokładnie ile – inspektoraty pracują do godz. 15:00, a mają w swoich
obowiązkach jeszcze wiele innych spraw. Te same przepisy proponują
też, żeby właściciela takiego zwierzęcia „wynagrodzić” kwotą min.
2000 zł. jeśli jego znęcanie się będzie tak skuteczne, że mimo
odebrania doprowadzi ono do śmierci zwierzęcia. Każdy, kto nie zgadza
się aby takie absurdy stały się obowiązującym prawem, może
podpisać petycję w tej sprawie.

petycja przeciwko zlikwidowaniu prawnej ochrony zwierząt w Polsce

zdjęcia i wideo

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

off